2016-08-11   Zuza Hofman   script, kruk, agnieszka kruk, storylab  
Jestem po drugiej stronie, czyli piszę.

Agnieszka Kruk - scenarzystka, wykładowczyni scenariopisarstwa, autorka programów nauczania scenarzystów w Warszawskiej Szkole Filmowej, twórczyni i dyrektor organizowanego od roku 2012 festiwalu Script Fiesta. Tłumaczka książki Lindy Aronson „Scenariusz na miarę XXI wieku - praktyczny przewodnik po technikach pisania współczesnych scenariuszy filmowych”. Jedyny w Polsce certyfikowany script coach, pomaga scenarzystom, powieściopisarzom i twórcom filmów dokumentalnych. Jako ekspert ocenia projekty filmowe w programie Creative Europe MEDIA: Development Single Project. Założycielka StoryLab.pro.

Co Cię tak zafascynowało w świecie filmowym, pewnie jeszcze za dzieciaka?
Nie w świecie filmowym, tylko w telewizyjnym. Jak byłam dzieckiem to pisałam do Michałków - programu telewizyjnego dla dzieci. Byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedy zorganizowali konkurs MOTYL - Michałkowy Teatrzyk Listowy. Trzeba było wysłać swój pomysł na spektakl. Więc ja go odręcznie spisałam, pamiętajmy, że był to rok 1984, i wysłałam. Nie wygrałam nic, ale dostałam od nich karteczkę z piosenką i jakieś zdjęcie tych Michałków. Telewizja, jak widzisz, od zawsze mnie pociągała. Pamiętam też programy takie jak Teleranek, 5-10-15 i do nich również pisałam listy. (śmiech) Nieco później trafiłam do ogniska teatralnego Machulskich. Po trzech latach zajęć można było dostać dyplom instruktora teatralnego. I taki zdobyłam.
Co to właściwie znaczy?
Halina Machulska edukowała przez sztukę. Bardzo chciała kształtować w nas spojrzenie na świat poprzez teatr, przekazać nam najważniejsze wartości życiowe. Do czego zmierzam - w ramach trzyletniego programu trzeba było wystawić trzy swoje spektakle - na drugim roku jeden, a na trzecim dwa. I ja te moje spektakle sama pisałam. Po pierwszej mojej premierze, Pani Halina Machulska powiedziała - słuchaj, może byś wysłała ten swój scenariusz na konkurs Szukamy Polskiego Szekspira? Wysłałam go, został nawet wyróżniony. Maciej Wojtyszko, który był dla mnie wielkim autorytetem, z którym teraz znamy się i mamy taką fajną, ciepłą relację z dużą dozą szacunku, wtedy też ocenił tę moją pracę i powiedział, że jest napisana bardzo na scenę. Ja, taka dwunastolatka, odpowiedziałam - to już było wystawiane! (śmiech) Zresztą wtedy główną rolę, szalonego lekarza w psychiatryku, grał Piotrek Adamczyk, miał chyba 14 lat. Wiele osób, które w tej chwili są znane z telewizji i z kina przez to ognisko teatralne przeszły.  Wracając do Twojego pierwszego pytania, ta moja fascynacja pisaniem, telewizją i teatrem zaczęła się dosyć wcześnie. Gdy byłam nastolatką, to byłam jedną z niewielu osób w klasie, które wiedziały co będą robić. Większość kolegów i koleżanek wciąż szukała swojej drogi, a ja wiedziałam: będę aktorką. Jak widać, nic mi z tego nie wyszło! (śmiech) Jestem po drugiej stronie, czyli piszę. Teraz, po wielu latach, wiem dlaczego mnie nie przyjęli do szkoły teatralnej.
Dlaczego?
Mówili mi, że nie nadaję się do tego środowiska, ponieważ jestem za delikatna. I myślę, że mieli rację. Nie piję alkoholu, więc jak tu się zintegrować ze środowiskiem? Aby być aktorem trzeba naprawdę być bardzo odpornym psychicznie. Ja taką odporność wyrobiłam w sobie, ale zdecydowanie później. 
W zawodzie aktora chyba bardzo trudna jest ta ciągła ocena, ale mówię to z perspektywy "nieaktora".
Myślę, że tak. Kiedy zaczęłam pracę w telewizji i zobaczyłam jak wyglądają castingi to pomyślałam sobie, że o wiele lepiej jest mi jednak po tej drugiej stronie. Gdy piszę, wystawiam na ocenę tekst, a nie tak bezpośrednio samą siebie.
A powiedz, dla samych aktorów może być to frustrujące?
Wiesz co, jeżeli aktor idzie w ciągu jednego tygodnia na 15 castingów i po żadnym nie został zaproszony do współpracy to tak, myślę, że jest to powód do przeżywania. Jeżeli aktor idzie na casting i swoje ostatnie 30 zł zainwestował w nową bluzkę z wyprzedaży, zamiast kupić sobie obiad i kolejny raz nie dostaje pracy to tak, myślę, że to jest problem.
Pragnęłaś być aktorką, zostałaś scenarzystką. 
Od pisania do grania nie jest daleko. Znam wiele osób, które myślały o karierze aktorskiej, ale coś poszło nie tak i zaczęły pisać. Aktorzy cały czas pracują z tekstem, więc te teksty są im bliskie. Są świetnie wyuczeni pracy nad rolą, budowania postaci. Znają ich motywacje, wiedzą, co postać czuje i co przeżywa bohater. Jaki problem mają aktorzy z pisaniem? Ich słabym punktem jest struktura opowieści.
Czyli po prostu warsztat?
Warsztat pisarski. Mówię tu o strukturach dramaturgicznych, o znajomości konstrukcji opowieści poruszającej kilka wątków jednocześnie. Aktorzy też bardzo emocjonalnie podchodzą do swojej pracy, a scenarzysta czasem wręcz matematycznie musi podejść do pisania emocjonującej historii.
Co to znaczy być scenarzystą?
Bycie scenarzystą nie polega tylko na pisaniu scenariuszy. Podobnie jak aktor, też musi pójść na "casting" i zaprezentować swój projekt. Aktor musi wyjść na środek i wysłuchać uwag typu - pani ma krzywy nos więc do tej roli się nie nadaje. Scenarzysta podobnie musi wysłuchać uwag często od osób niespecjalnie kompetentnych w dziedzinie, w której się wypowiadają, w tym wypadku mowa o scenariopisarstwie. Bycie scenarzystą to nie tylko znajomość warsztatu, ale także umiejętność współpracy. Scenarzysta tworzy półprodukt, na którym pracuje później cała ekipa, więc musi umieć dogadać się z całą ekipą, a nie tylko sam ze sobą i ze swoim laptopem. 
Jaka jest droga napisanego już scenariusza? Jak trafia on w ręce producenta?
Drogi są różne. Ta droga, którą ja lubię najbardziej, to taka, gdzie nie muszę nigdzie chodzić tylko to do mnie zwraca się producent i mówi - Pani Agnieszko, mam taki pomysł, proszę to rozpisać. (śmiech) Natomiast inną drogą, którą idą scenarzyści zwłaszcza początkujący, jest zaprezentowanie swojego projektu. Gdzie zaproponować swój projekt? Postanowiłam organizować wydarzenie, które nazywa się PITCH FIESTA, czyli sesje pitchingowe, często porównywane do szybkich randek producentów i scenarzystów. 
Zapraszam producentów, którzy siadają przy stolikach, a scenarzyści podchodzą do nich kolejno na pięciominutowe spotkania i przedstawiają swoje pomysły. Jeśli projekt się spodoba, scenarzysta dostaje wizytówkę producenta i zaproszenie do kontaktu.  To jest coś, czego nie było, kiedy ja zaczynałam. Producent wydawał mi się istotą, do której nie wiadomo jak dotrzeć. A w tej chwili organizowane pitchingi bardzo ułatwiają sprawę. Oprócz wydarzeń tego typu, jest też strona internetowa www.kipa.pl, na której widnieje lista wszystkich polskich producentów. Można tam zobaczyć kto i co produkuje. Dziś dotarcie do producenta nie jest takie trudne, natomiast faktycznie wymaga tego, żeby wyjść z bezpiecznego miejsca, którym jest Twój pokój.

Image title
To musi być na pewno bardzo stresujące.
Tak, dla scenarzystów jest to dosyć stresujące, ale producenci na Pitch Fieście, są bardzo życzliwi, ponieważ doskonale wiedzą, że dla scenarzystów jest to trudna sytuacja. W ostatni weekend na moich warsztatach jedna z uczestniczek opowiedziała, jak bardzo cieszy się, że poszła na Pitch Fiestę. Nie sprzedała żadnego projektu, ale dostała kilka wizytówek i parę osób wypowiedziało się bardzo pozytywnie na temat jej pomysłu. Obok niej siedziała dziewczyna, która już się ubrała się i jednak nie wyszła z domu, bo tak się bała. Zaraz dodała, że w przyszłym roku pójdzie na pewno! (śmiech) W jednym i drugim przypadku pojawił się ogromny stres.  Tworzymy jednak naprawdę przyjazne warunki do tego spotkania. Na pięć dni przed Pitch Fiestą zrobiłam warsztaty, podczas których ludzie mogli zobaczyć jak to się odbywa. Dostali ode mnie schemat dobrego przygotowania oraz wzór dokumentu, który warto mieć, by rozmowa sprawnie przebiegała.
Organizowałam także osobne warsztaty w StoryLab.pro ze specjalistą od wizerunku i autoprezentacji. Robimy, co możemy, by zapewnić scenarzystom jak najfajniejszy wstęp i zachęcamy też producentów, by rozmawiali ze scenarzystami i nawiązywali z nimi relacje.

Image title


Pisanie scenariuszy wydaje się dość trudne.
Kwestia znajomości warsztatu. To wszystko można opanować. Wyobraź sobie, że wchodzisz do pracowni rzeźbiarza i masz w głowie fantastyczną rzeźbę, którą chcesz wykonać. Mistrz rzeźbiarz daje Ci całą swoją pracownię i mówi - masz, rzeźb sobie. I co? No, dupa zbita! Stoi przed Tobą kamulec, leżą jakieś dłuta, jakieś młotki, ale co i jak? Nie masz pojęcia co z tym zrobić. Wiesz, co chcesz osiągnąć, ale nie wiesz jak to zrobić. Natomiast, jeśli mistrz Ci powie jak używać poszczególnych dłut, jak rozplanować sobie pracę i z tą wiedzą powoli zaczniesz rzeźbić, to zamierzony efekt osiągniesz dużo szybciej niż bez znajomości narzędzi.  I tak samo jest z zawodem scenarzysty. To jest rzemiosło. A to oznacza, że istnieją jakieś narzędzia, które są niezbędne do tego, by stworzyć odpowiednią historię, wykreować fajnych bohaterów i relacje między nimi, ich konflikty, zbudować napięcie i poprowadzić opowieść tak, by dawała właściwą przyjemność Twojemu odbiorcy. Jest zestaw narzędzi i trzeba je opanować, a talent to jest coś co niesiesz w sobie, tego nikt Ci nie zabierze.
A jak poznać, czy ma się talent czy nie?
Ja uważam, że każdy kto czuje, że chce wyrazić siebie przez pisanie, już ma przynajmniej zalążek talentu. Jeżeli masz w sobie coś, co chcesz powiedzieć światu, to wybierasz sobie środek do opowiadania. Jeżeli słowo to jest coś, co Ciebie kręci, pisanie jest widocznie tym twoim talentem. I tyle.  Wiele osób powtarza, że sukces to 10% talentu, 10% szczęścia i 80% ostrej pracy. Naprawdę trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby przygotować się do rzetelnego wykonywania tego zawodu. Gdy przeprowadzam scenarzystów od początku pracy nad projektem, czyli od szukania pomysłu do pierwszego etapu zamknięcia pracy nad projektem, jakim jest stworzenie drugiej wersji scenariusza, to przechodzimy od początku przez wszystko. Przez szukanie bohaterów, budowanie tych bohaterów, budowanie relacji między bohaterami, szukanie właściwej struktury dla opowieści, planowanie tej powieści, rozpisywanie jej na punkty, rozpisywanie jej na dłuższe opisy, budowanie scenariusza i dopiero na końcu pisanie scenariusza z dialogami, co stanowi ostatnie 5% pracy. Najpierw trzeba włożyć dużo wysiłku w konstrukcję całości, by potem pisanie było naprawdę ogromną przyjemnością. Pisanie nie jest trudne, jeśli jesteś do niego dobrze przygotowana. Malowałaś kiedyś pokój?
Malowałam.
Jeśli kupisz farby i pędzel i od razu zaczniesz malować to będziesz miała wszystko upaćkane.
Dokładnie tak. (śmiech)
No właśnie. Jak siadasz do komputera i od razu chcesz napisać scenariusz, to masz wszystko rozpaćkane. A jak przygotujesz dobrze pokój, czyli obłożysz go folią, okleisz taśmą, by nic się nie pobrudziło i dopiero wtedy zaczniesz malować, to po zdjęciu tej foli zobaczysz pięknie pomalowaną ścianę. Do wszystkiego trzeba się przygotować.